|
| Nigdy nie kochał kotów, |
| Posiadać ich nie pragnął, |
| Czuł lek przed pazurami - kocimi przywarami. |
| Lecz ma podpowiedź jedna, |
| W głowie mu zamieszała, |
| I tak razu pewnego, koteczka u nas została. |
| Teraz już się nie wzbrania, |
| Od wtedy kocha koty, |
| Chociaż jak wszyscy wiemy, |
| Że koty to i psoty. |
| Jak tu kotów nie kochać? |
| To Maćka jest pytanie, |
| One są fantastyczne i mają swoje zdanie. |
| Mają też moc magiczną, |
| Którą nam okazują, i ciepła serca ludzkiego, |
| W zamian wciąż oczekują. |
| Co tam przesądy wieczne, |
| Już Maciek się przekonał, |
| Że je rozgłasza człowiek, co z kotem nie obcował. |
| Nie zaznał kociego ciepła, mruczenia, ocierania, |
| A to dla właściciela cudowne są doznania. |
| Więc jak tu kotów nie kochać?! |
| Już sam się Maciek dziwi, |
| Od teraz zaprzecza pogłoskom, |
| jakże nieprawdziwym. |
| Ma swego Ulubieńca, rudego rodem z wybrzeża, |
| Co teraz razem z Maćkiem szlak wystaw wciąż przemierza. |