|
| Ciepłe barwy jesieni, |
| To wrzesień w pełnej krasie,
|
| Kto by pomyślał wtedy o maleńkim bobasie, |
| Mającym się pojawić na kartach tego świata, |
| I tak to uczcić koniec ówczesnego lata. |
| To im zawdzięczam swe istnienie, |
| Uśmiechy, radości, łzy, |
| To oni byli ze mną, gdy pełzać się uczyłam, |
| I kroczki drobne stawiałam, |
| Bo ich przy sobie miałam, |
| A potem szkoła, nauka, cóż zrobić taki los, |
| A Oni zawsze trwali, |
| Czy z włosem, czy pod włos. |
| Liceum, potem studia: biologia, chemia, fiza, |
| A świat się zaczął jawić jak jedna wieka schiza. |
| A oni znów wytrwale wspierali me dążenia |
| I oceniali stale upadki i wzniesienia. |
| A potem praca, praca, każdego z nas to czeka, żyć godnie to pracować, |
| Obecne hasło człowieka. |
| Małżeństwo, dzieci, wnuki, to dla nich wielka radość, |
| Chcą brać na siebie wszystko, |
| Choć wszystkiemu nie poradzą. |
| Są blisko, choć daleko, |
| Są stale choć ich nie ma, |
| chcą spełniać swe marzenia. |
| To o rodzicach mych mowa, |
| Ten wiersz im dedykuję, |
| Chociaż w tych paru słowach trudno, |
| Powiedzieć to co czuję, |
| Jedno słowo z pewnością , to słowo to dziękuję, |
| Dziękuję za wytrwałość, opiekę i naukę, |
| Za wnuków wychowanie, obecnie sztukę magiczną, |
| Prezenty, książki, rowery, listę raczej liczną, |
| Za wszystko, za to, że jestem, za koniec tamtego lata, |
| I za to, że się pojawiłam na kartach tego świata. |