|
| Przychodzi taki dzień, |
| że czas porządki zrobić, |
| Te zwykłe, standardowe, tzw. tygodniowe. |
| Łapiemy wnet za ścierki, za szmatki, za odkurzacz |
| i wnet zza narożnika postać się wynurza. |
| Ma cztery łapy, ogon, oczy dziko patrzące |
| i słońcem zdobione futro, |
| wydaje odgłosy mruczące. |
| Wpatrzona w nasze zabiegi, |
| myśli sobie skrycie, |
| że przecież taka zabawa, |
| to dobra recepta na życie. |
| Dlaczego bawią się sami ? |
| Coś myją, odkurzają, ścierają, polerują, |
| czy lepiej się z tym czują? |
| I tak za chwilę me futro ozdobi dywan, pościel, |
| Więc po co ten wysiłek, i ich pseudo sprzątanie? |
| Za chwilę, będzie tak samo , więc niech tak pozostanie. |
| Żwirek wyniosę na pokój, |
| cóż zrobić, taki los, |
| a oni zaraz za zmiotkę i krzyczą na cały głos. |
| To jednak dla nich zabawa, ja wolę inne gierki, |
| Coś ściągnąć, coś przewrócić, to nie wysiłek wielki. |
| A potem się oddalę na łóżko, na parapet |
| i stamtąd pooglądam jak dają sobie radę. |