|
| Jesienny wieczór dżdżysty i mglisty, |
| Z dala nie widać nawet lasu, |
| Gdzieś hen na polu stoi samotnie, |
| Strach co nie lubi słuchać hałasu. |
| |
| Stoi samotnie, to jego rola, |
| Chociaż samotność mu doskwiera, |
| Ma sobą straszyć i odstraszać, |
| A on by pragnął przyjaciela. |
| |
| Na te samotne, długie wieczory, |
| Gdy nikt go nigdy nie odwiedza, |
| Taki przyjaciel, chociaż malutki, |
| Na wszystkie szare stracha smutki. |
| |
| Nogi z patyków, ręce także, |
| Stary garnuszek głowę mu zdobi, |
| Za płaszcz mu służy folia zużyta, |
| Czy chciałby nową? Nikt go nie pyta. |
| |
| Uroczy nie jest, źle się z tym czuje, |
| Jak każdy serca potrzebuje. |
| I się znalazło serce malutkie, |
| Na szare smutki, szarego stracha. |
| Przyszła zasnęła przy jego nogach, |
| Malutka, szara myszka nieboga. |
| |
| Co też przyjaźni długo szukała, |
| Zbierała ziarno i słuchała, |
| Jak strach się żalił i opowiadał: |
| O samotności, o szarości, |
| Jak usłyszała, tak już została, |
| Z szarym strachem, myszka szara. |
| |
| Od teraz razem strzegą pola, |
| A gdy przychodzi późna pora, |
| Ona ukrywa się w cieniu stracha, |
| A on jej z wiatru nuci piosenkę, |
| Którym przyzywa ciepłą wiosenkę, |
| I sny o słonku myszce zsyła, |
| Aby szczęśliwa zawsze była. |